Menu

Życia Teatr

Las

sicparvismagna

Otaczają mnie barwy lata. Widzę zieloną trawę, niebieskie jezioro, brązowe drzewa. Słyszę śpiew ptaków. Siedzę na małym drewnianym pomoście i unosząc twarz ku górze rozkoszuję się promieniami słońca, które w jednej chwili otaczają moje lico. Odgłos pluskającej wody odwraca moją uwagę. Zaciągając się zapachem traw i czystego powietrza patrze z nadzieją na sznurek przywiązany do patyka. Wtem moja prowizoryczna wędka zaczyna się ruszać. Dopadam do niej jak najszybciej mogę, wyjmuję z wody spławik zrobiony z kolorowej piłeczki do ping ponga, a moim oczom ukazuję się pusty haczyk. Wyraźnie zawiedziony wstaje z chęcią rezygnacji z dzisiejszy łowów gdy dostrzegam stojącego na pomoście tatę. Rozbawiony pyta głośno jak idzie mi wędkowanie własnoręcznie zrobioną wędką. Zdenerwowany odpowiadam, że kolejna ryba uciekła wraz z przynętą. Uśmiechnięty podchodzi i łapie mnie za ramię. Pamiętam jego głos, zawsze mówił spokojnie, jednakowym tonem. Wszystko o czym opowiadał było czytelne. Do dziś wspominam ten obraz, gdy wędkowaliśmy. W głowie jednak najwyraźniej mogłem przywołać dzień w którym zabrał mnie do lasu. Spędziliśmy w nim cały dzień, a wieczorem przy ognisku tata powiedział słowa których nigdy nie zapomnę. " Jesteś już wystarczająco duży synu bym mógł nazwać Cię mężczyzną, właśnie dziś w nocy się nim staniesz". Po czym opowiedział mi dokładnie role dorosłego, silnego samca w społeczeństwie i rodzinie. Na początku nie wiedziałem jak mam zareagować, mój ojciec zawsze ciepły, pomocny, służący dobrym słowem, zdystansował się. Jednak czułem, że za każdym słowem które wypowiada widnieje niepowtarzalna prawda i jeśli się do niej zastosuje będę taki jak on, a nawet lepszy. Zrobiło się zimno i ciemno. Ognisko powoli gasło. Nie zdążyliśmy nawet rozbić namiotu. Wtedy rodziciel poszedł, bo drewno na opał. Była to noc która na trwałe się we mnie zapisała. Conajmniej osiem godzin spędziłem sam w ciemnym lesie. Krzyczałem, płakałem. Musiałem rozbić namiot i podtrzymać ogień. Przygotować sobie posiłek i posłanie. Przez pewien czas próbowałem go szukać, jednak uświadomiłem sobie, że nie mogłem zostawić prowizorycznego obozu. Ojciec wrócił nad ranem. Niewyspany, przestraszony spojrzałem na niego, a on patrząc na mnie bez wyrazu kazał zebrać wszystko. Na żadne z moich pytań nie odpowiadał, byłem zły, wściekły, ale jednocześnie czułem ulgę. Przed wejściem do samochodu odpalił papierosa, podszedł do mnie, a gdy spytałem jeszcze raz dlaczego to zrobił, wziął moją dłoń. Wystraszyłem się, ponieważ trzymał ją bardzo mocno. Wtem żar i ogień spotkały się z moją skórą, a ja z wrzaskiem próbowałem odskoczyć. Przyciskał go dopóki tytoń nie zgasł. Kompletnie przerażony spojrzałem na niego. Dał mi lód i opatrzył ranę. " Zapamiętaj synu, jeśli przeżyłeś tą noc, jesteś w stanie przeżyć wszystko, drzemie w Tobie siła, a gdy ogarnie Cie zwątpienie spójrz na tą rękę jest dowodem, że jesteś w stanie przetrwać wszystko. Jesteś mężczyzną." Patrząc na wciąż widoczną bliznę wspominałem ojca. Zawdzięczam mu bardzo dużo. Często zastanawiałem się, co myśli, zerkając z góry, o moim zachowaniu wciągu ostatniego roku. Wstałem pogrążony w retrospekcji i wyszedłem z domu. 

© Życia Teatr
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci